
Najwiekszym uzdrowieniem jest akceptacja siebie
- Terapeutka Angelika

- 8 sty
- 2 minut(y) czytania
Nie tej idealnej wersji.
Nie tej „po terapii”, „po pracy nad sobą”, „jak już się ogarnę”.
Nie tej, która w końcu przestanie czuć za dużo, reagować za mocno, bać się za bardzo.
Największym uzdrowieniem jest akceptacja tej wersji, która jest teraz.
Zmęczonej.
Poranionej.
Czującej.
Ludzkiej.
Bo prawda jest taka, że przez całe życie uczono nas, że coś jest z nami nie tak.
Że jesteśmy „za bardzo”:
za wrażliwi,
za emocjonalni,
za cisi albo za głośni,
za słabi albo za trudni.
I tak zaczęliśmy się poprawiać.
Naprawiać.
Dostosowywać.
Maskować.
Zaczęliśmy kochać siebie warunkowo.
„Będę okej, jak przestanę czuć”.
„Będę wartościowa, jak się zmienię”.
„Zasługuję na miłość, kiedy w końcu stanę się lepszą wersją siebie”.
Ale dusza nie chce być ulepszona.
Dusza chce być zobaczona.
Uzdrowienie nie zaczyna się w momencie, kiedy znikają rany.
Zaczyna się wtedy, gdy przestajesz z nimi walczyć.
Gdy zamiast pytać: „Co jest ze mną nie tak?”
zaczynasz szeptać do siebie:
„Widzę cię. I nie odchodzę.”
Akceptacja siebie to nie rezygnacja z rozwoju.
To zaprzestanie przemocy wobec siebie.
To moment, w którym pozwalasz sobie być:
smutną bez poczucia winy,
zagubioną bez wstydu,
słabą bez konieczności tłumaczenia się.
To zgoda na to, że jesteś człowiekiem, a nie projektem do naprawy.
Twoja wrażliwość nie jest defektem.
Twoje emocje nie są problemem.
Twoje zmęczenie nie jest porażką.
One są śladem tego, że żyłaś.
Że kochałaś.
Że próbowałaś.
Że przetrwałaś.
I paradoksalnie – dopiero gdy przestajesz uciekać od siebie, zaczyna się prawdziwa transformacja.
Nie z poziomu „muszę się zmienić”,
ale z poziomu:
„Jestem wystarczająca taka, jaka jestem – nawet jeśli jeszcze boli.”
Największym uzdrowieniem nie jest stanie się kimś innym.
Największym uzdrowieniem jest powrót do siebie.
Do tej wersji, która nie jest idealna.
Ale jest prawdziwa.
Czująca.
Żywa.
I właśnie taka zasługuje na miłość.
Bez warunków.
Bez poprawek.
Bez czekania.



Komentarze